Brąz dla Piranii Wrocław :)

Sukces AKP PIRANIA

22 marca 2014 roku w Kościerzynie na Kaszubach odbyły się Pierwsze Mistrzostwa Polski w Hokeju Podwodnym. Organizatorami byli: Polski Związek Płetwonurkowania oraz Komitet Organizacyjny, w skład którego wchodzili przedstawiciele uczestniczących w turnieju drużyn: Bałtyckie Foki Gdańsk, Aquarius Bełchatów, Orka Gdynia, Płetwal Dębica, Rozgwiazdy Gdańsk oraz Pirania Wrocław.

AKP Pirania Wrocław zakończyła współzawodnictwo na trzecim, bardzo wysokim miejscu. Jest to powód do dumy, ponieważ sekcja działa dopiero od 2 lat i jak większość tego typu niszowych sportów, boryka się z wieloma problemami- od finansowych poczynając a na kadrowych kończąc.

Turniej składał się z dwóch faz: grupowej, w której grał każdy z każdym oraz pucharowej, w której wzięły udział cztery najlepsze drużyny. Pomimo braków kadrowych Pirania osiągnęła założony cel- miejsce na „pudle”. Turniej trwał cały dzień, a hokeiści Piranii Wrocław rozegrali w sumie 8 trudnych meczy. Za rok, zgodnie z powiedzeniem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, celem wrocławskiej drużyny jest zdobycie wyższej pozycji.

Jeżeli chcesz wziąć udział w tym projekcie dołącz do nas. Zapraszamy na treningi hokeja podwodnego we Wrocławiu, szczegóły na stronie www.klubpirania.pl w zakładce hokej.

Dodatkowo podczas mistrzostw wzięliśmy udział w kursie
na pierwszy stopień sędziego hokeja podwodnego według standardów CMAS.
Oprócz teorii, zaliczyliśmy również  beep test (sprawdzian pływacki) oraz sędziowaliśmy po kilka meczy każdy.
Kurs prowadził delegat Komisji Hokeja Podwodnego CMAS Pan Rui Couto z Portugalii

Zdjęcia z Kościerzyny w zakładce galeria:
Zawodnicy, którzy grali w składzie Piranii:

Artur Stefański „Snikers” kapitan drużyny,
Jolanta Franczak,
Iga Borsuk (KHP Hydra Trzebnica),
Bartek Kowal,
Konrad Łukaszewicz,
Rafał (KHP Hydra Trzebnica),
Sławek Omelanowicz,
Marcin Reif trener/manager.

 

Apnea Festiwal – relacja :)

1.Do you attic? – czyli kilka ciepłych słów okiem diving’owego żółtodzioba

Tytułem wstępu… by nie był przesadnie kwiecisty powiem krótko. Waszego Prezesa znam od lat kilku kiedy to jeszcze w młodziutkiej wówczas Galerii Dominikańskiej byliśmy ludźmi od czarnej roboty ( tak na swój prywatny użytek określam czas spędzony w gastronomii  – nisko dochodowy ale towarzysko bardzo inspirujący). Ponieważ zwrócił się do mnie z prośbą o komentarz załasniając się ścisłym umysłem i brakiem pisarskich predyspozycji… nie wypadało odmówić. W takich oto nieszczęsnych okolicznościach przyszło mi – nie po raz pierwszy zresztą – pełnić rolę skryby:)

2.Zawodnik rozpoczyna pakowanie – czyli gdzie jest pakernia?

Warto podkreślić na wstępie – a nawet trzeba – rolę spikera, który nie ograniczał się tylko do prezentacji uczestników zawodów. Radosław Gaca – prezes stowarzyszenia Freediving Polska w mojej opinii bardzo klarownie tłumaczył regulamin typowy dla danej konkurencji. Dodam tylko, że imprez sportowych widziałem już wiele ale z taką zgrabną formą komunikacji z widzami spotkałem się po raz pierwszy. Imprezie przyglądałem się jako laik i bez wątpienia nadal nim pozostałem, nie zmienia to jednak faktu, że dzisiaj wiem czym jest odruch nurkowy,  „żelastwo na pasie” czy pakowanie, które do niedawna kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z siłownią na Spiskiej…ponadto do tej pory myślałem, że kolory żółty i czerwony zarezerwowane są tylko dla Hajty i Witsela :). Posługując się nomenklaturą zaczerpniętą z allegro – mega pozytyw. Szczerze i bez wazeliniarstwa.


3.Reslults – czyli niech formalności stanie się zadość.

Czułbym się nieswojo gdybym nie wspomniał tutaj o tych, którzy wpisali się na kartę freediving’owych annałów :),  przez wzgląd na szacunek dla pracy włożonej w uzyskany wynik i zwykłą… hmmm…etykę – nazwijmy ją umownie – sprawozdawczą.

Kategoria mężczyzn:

Robert Cetler, 288,9 pkt [STA – 8:17; DYN – 224 m; DNF – 155 m];

Adrian Kwiatkowski, 242,1 pkt [STA – 6:08 ; DYN – 187 m; DNF – 150 m];

Jonas Krahn, 235,0 pkt [STA – 6:05 ; DYN – 174 m; DNF – 150 m];

Kategoria kobiet:

Aleksandra Sulkiewicz 196,6 pkt [STA – 5:03; DYN – 154 m; DNF – 118 m];

Barbora Ivanska, 177,0 pkt [STA – 4:55; DYN – 136 m; DNF – 100 m];

Veronika Szalontayova, 156,2 pkt [STA – 5:26; DYN – 92 m; DNF – 90 m];

Kategoria Mistrzostw Polski:

Mistrz Polski – Robert Cetler;

I Wicemistrz Polski – Adrian Kwiatkowski;

II Wicemistrz Polski – Aleksandra Sulkiewicz;

wyniki pochodzą z: www.spearfishing.pl

Przy okazji byłem świadkiem 4 rekordów Polski:

– Robert Cetler – 224 metry z monopłetwą (rekord świata to 265 metrów).

– Aleksandra Sulkiewicz – 2 rekordy Polski 154 metry z monopłetwą oraz 155 metrów bez płetw.

– Mateusz Malina – 165 metrów bez płetw (rekord świata to 218 metrów).

4.Chronometrażysta – z pozoru prosta fucha.

Kiedy późnym wtorkowym wieczorem w Łubu-Dubu pouczono mnie, że kluczową kwestią jest moment zanurzenia i wynurzenia dróg oddechowych sprawa wydawał się prosta i oczywista. Niestety jak to życiu bywa okazało się że meandrów poprawnego sędziowania jest nieco więcej 🙂 , że istnieje chociażby coś takiego jak procedura powierzchniowa związanych z nią kilka istotnych szczegółów, których zawodnik musi dochować by zaliczono mu próbę.  Na moje nieszczęście pierwszy czas (albo jeden z pierwszych) jaki zmierzyłem przypisany był do próby nieudanej, mowa o Mateuszu Malinie, który nieudaną statykę wynagrodził sobie w kolejnej konkurencji. Ufffff….. 🙂 już myślałem, że nad stanowiskiem trzecim wisi jakieś fatum. Kolejny pomiar jaki utkwił mi w pamięci to próba Aleksandry Sulkiewicz, która odruch nurkowy (tak to się bodajże fachowo określa)  miała po ok 2 minutach ale zakończyła próbę z czasem ok 5 min. Sędzia* zaliczyła próbę i spojrzała na mnie z pytaniem:

–  Can you see it? …She’s fighter … 🙂 Nie sposób się nie zgodzić z takim komentarzem.

–  Yes, she’s hard. Dodałem 🙂

Skłamałbym, gdybym powiedział, że tą próbą mi nie zaimponowała:)… zaimponowała… i to bardzo. Dodam tylko, że przez pierwszych 10 minut denerwowałem się chyba bardziej niż startujący. Wiadomo nowa rola i nieznany w takich okolicznościach stres.

* a może sędzina …nie wiem która forma jest poprawna… feministki niech mi wybaczą

5.Resoraki, jackety i bojki – czyli małoletni  w akcji.

Prezes pewnie urwałby mi głowę gołymi rękami przy najbliższym piwie gdybym nie wspomniał o roli Klubu Pirania podczas Apnea Festival.

Pomysł zabaw nurkowych podczas takiej imprezy uważam za chwalebny … bo kiedy jeśli nie w takich właśnie okolicznościach? Z punktu widzenia osoby popularyzującej te formę aktywności lepszego momentu chyba być nie może. Duży obiekt , wokół którego było sporo zamieszania zanim jeszcze oddano go do użytku, tłum ludzi i unikalna jak na wrocławskie warunki impreza Apnea Festival.

Konkurencje dla najmłodszych przeprowadzono na wydzielonym torze: zbieranie z dna basenu resoraków, slalom miedzy bojami czy pływanie w jacket’cie. Takie właśnie konkurencje przewidziano dla maluchów. Największym zainteresowaniem cieszyły się chyba jackety, prawdopodobnie dlatego, że najbardziej rzucały się w oczy:) w moim odczuciu, to właśnie one sprawiały dzieciom najwięcej radochy. I jest to pewien drogowskaz na przyszłość gdyby po raz kolejny przyszło uczestniczyć w podobnym przedsięwzięciu (a może nawet tym samym – czego sobie i organizatorom serdecznie życzę). Nie spisał się wg mnie spiker w rekreacyjnej części basenu, który miał ponoć – mówiąc brutalnie – agitować zapraszając do udziału najmłodszych. Jeśli faktycznie taki miał obowiązek to wywiązał się niego kiepsko. Ja przynajmniej będąc w części rekreacyjnej nic takiego nie słyszałem.

To co mnie wprawiło w optymistyczny nastrój to fakt, że konkurencjami dla najmłodszych interesowali się rodzice, namawiając swoje latorośle do próby sił:)

Podsumowując ten wątek w materii organizacyjnej – były rzeczy, które przy odrobinie większym zaangażowaniu aquparku można było zrobić lepiej, były też takie, które po prostu wymagały większego budżetu. Z racji tego, że w ten weekend pełniłem tylko skromną funkcję asystenta pozostawiam to uwadze miłościwie Wam panującemu Prezesowi 🙂

6. „W życiu potrafię oprzeć się wszystkiemu, z wyjątkiem pokusy” – czyli zbliżamy się do finiszu…

Znana pod każdą szerokością geograficzną sentencja klasyka irlandzkiej literatury dobrze oddaje mój stan ducha po skończonej imprezie…Człowiek się napatrzy, nasiąknie (dosłownie i w przenośni) atmosferą i sam ma ochotę spróbować:). Hehh….czas więc kończyć bezruch i wrócić …jeśli nie do korzeni to przynajmniej do basenu:) Tym bardziej ,że od aquaparku dzieli mnie jakieś 3 min. drogi piechotą. Nie da się ukryć, że uczestnictwo w tym nowym dla mnie przedsięwzięciu to silny bodziec do zmian… Takich właśnie inspiracji, życzę wszystkim, którym udało się dotrwać do końca tego tekstu. Może kiedyś dane mi będzie napisać coś podobnego piórem praktyka:). Myślę, że jak na debiut impreza się udała i warto pogratulować jej organizatorom, tym bardziej, że rola pioniera do najłatwiejszych nie należy 🙂

Ps. Tekst powstał dzięki determinacji mojej anginy … bez stylistycznego zadęcia i sadyzmu nad gramatyką, tak jak czułem i widziałem:)

(Michał Suchecki)